wątki: 9 | wypowiedzi: 0

Aktywny w grupach:

mKlient

Ostatnia aktywność

Obejrzałem właśnie w tv program o ludziach, którym kredyty walutowe zrujnowały życie. Przyglądam się sprawie z dystansu, bo kredytu nie mam. I chciałbym dowiedzieć się, na czym polegał mechanizm owego "przekrętu" jaki banki rzekomo wycięły tym setkom tysięcy rodzin.

Kredyt walutowy wydawało mi się działa w uproszczeniu tak:
- potrzebuję jakąś kwotę PLN, ale stopy procentowe są tu wysokie, a w Szwajcarii niskie, więc tam rata siłą rzeczy byłaby niższa (i łatwiej dostanę kredyt)
- bank pożycza w moim imieniu na rynku finansowym w Szwajcarii (gdzie jest niskie oprocentowanie) równowartość tego ile potrzebuję, przeliczoną na franki
- bank sprzedaje tę kwotę na rynku w Polsce (oczywiście zarabia na kursie i jakiejś prowizji za udzielenie kredytu, ale jednorazowo)
- odtąd spłacam ratę we frankach z oprocentowaniem szwajcarskim z doliczoną marżą banku (i to jest zysk banku), a bank nią spłaca kredyt w Szwajcarii
- jeśli spłacam ratę w złotówkach, to dodatkowo bank zarabia na wymianie złotówek na franki, ale równie dobrze mogę kupić franki w kantorze taniej

Na chłopski rozum, jak płaciłem ratę X franków, tak dalej płacę i będę płacił X franków, bo tyle trzeba spłacić Szwajcarom. A że kurs wzrósł to wina ani moja, ani banku. Gdzie więc to oszustwo?

Gdyby banki to wszystko udawały i żadnej pożyczki w Szwajcarii by nie zaciągnęły, a więc pożyczyłyby z lokat swoich polskich klientów, to przecież niemal na niczym by nie zarabiały, bo te kredyty miałyby mniejsze oprocentowanie niż te lokaty... A przecież nikt nie wiedział, że kurs franka na rynkach światowych pójdzie tak bardzo do góry.