wątki: 79 | wypowiedzi: 3

Aktywny w grupach:

mKlient

Ostatnia aktywność

@drutkow1: Moja teza jest taka, że wolny rynek wolnym rynkiem, ale politykę kredytową powinien kształtować i nadzorować bank centralny. Kredyt bowiem, to w części (biorąc pod uwagę system rezerwy cząstkowej) kreacja pieniądza z niczego. Banki komercyjnie nie powinny mieć prawa dowolnego szafowania kredytami, bo odpowiednio duży bank (lub zmówionych kilka pomniejszych) w tak małym kraju jak Polska, Grecja itd może taki kraj dosłownie przewrócić, by potem za grosze wykupić jego majątek.
Czym innym natomiast są wady prawne umów kredytowych i nie gadajmy o premii za ryzyko. Bank jako profesjonalista jest w stanie w jakimś zakresie ryzyko skalkulować. Jeśli popełni błąd - powinien zapłacić (z pomocą akcjonariuszy, a nie budżetu państwa). Natomiast za błędy banku nie mogą odpowiadać kredytobiorcy, którzy zwykle fachowcami od inżynierii finansowej banków nie są. Tak się u nas porobiło, że banki, operatorzy IT, dostawcy mediów i inni tak komplikują umowy, żeby Kowalski z ulicy nawet przy uważnym czytaniu nie zauważył, że "jest robiony w konia" (dobry przykład: oferta firmy TAURON "prąd z elektrykiem": mówią że tańsza, a jest droższa). Dlaczego ? Dlatego że można (czyt.:ktoś na to pozwolił). Chyba mamy w narodzie takich ludzi, którzy za kilka milionów euro będą gotowi sprzedać nie tylko teściową i własne dzieci, ale jeszcze kilkaset tysięcy przypadkowych Polaków. A potem wmawiają wszystkim wokół że "widziały gały co brały". Obrzydlistwo.
janust
No więc ustalmy drutkow1.
Nabici to wszyscy kredytobiorcy, którym banki udzieliły kredytów nazywanych przez nie walutowymi, a w rzeczywistości złotówkowych (udzielone i wypłacone w PLN a dopiero później przeliczone np.na CHF, i spłacane w PLN lub walucie waloryzacji po wejściu w życie wątpliwej ustawy antyspreadowej), na podstawie nienegocjowalnych umów, w których (nie przymuszane przez nikogo) umieściły zapisy niezgodne z prawem krajowym i europejskim. Jednym z takich zapisów było ustalanie oprocentowania decyzją zarządu. Pracownicy (w tym też zarządy) tych banków to (w odróżnieniu od większości kredytobiorców) profesjonaliści i doskonale wiedzieli co robią. Zapewne też przed uruchomieniem tej akcji znali precedensy z przeszłości i wiedzieli, czym się one skończyły.
Co do wyższości kredytów "wiborowych" nad "liborowymi" w ostatnich 10 latach: Z kwoty udzielonego (de facto w PLN) kredytu, kwot (spłacanych w PLN) rat i okresu spłaty da się wstecz przeliczyć, jakie rzeczywiste oprocentowanie w każdym misiącu miał ten "waloryzowany" kredyt. Nie sugeruję liczenia do przodu, bo to zbędne wróżenie z fusów, skoro banki miały prawo dowolnego ustalania oprocentowania na podstawie jakichś "wskaźników rynku finansowego" (bez wskazania zależności oprocentowania od tych wskaźników) decyzją zarządu i podobno (ci profesjonaliści) nie byli w stanie przewidzieć zmian kursów waluty waloryzacji.
Obliczenie to może zrobić każdy kredytobiorca "frankowy" (celowo w cudzysłowie, bo przynajmniej początkowo żadnych franków nie było, a i później nie więcej niż 2% kredytobiorców te franki faktycznie od banków otrzymało) używając excela i własnego rozumu.
Entuzjaści kredytu waloryzowanego nie mają potrzeby tego liczyć skoro wierzą, że wszystko z tymi umowami było ok. i "widziały gały co brały".
Ani NBP ani KNF nie wspominając o Związku (obcych) Banków w Polsce nie mają żadnego interesu w tym, by takie opracowanie rządowi przedstawić. Bo byłoby miażdżące dla ich podopiecznych.
janust